Wolnomularz Polski nr 51 - Page 8

8 L U D Z Z S M O P R Z Y J A I I D E E R E D A K C Y J N E J P O C Z T Y N ie wypada przyznać się do tego, lecz raz przeczytałem w „Rzepie” tekst Rafała Ziemkiewicza (który pisze pod pseudonimem RAZ). Publicysta ten, nawet gdy idzie prosto przed siebie, a nawet skosem w lewo, to i tak zawsze skręca na skrajną prawicę. Także w tym tekście, który nosił tytuł „Krasnoludki są na świecie?”, a dotyczy masonerii! Oszołomienie moje wynika z tego, że chociaż generalny wniosek RAZ-a jest głupawy („ideologia masońska jest w sumie stertą poczciwych i mniej poczciwych bredni...”), to niektóre jego obserwacje i wnioski są – o dziwo! – słuszne. I ja się pod nimi podpisuję. Ale najpierw kwestia fundamentalna. Ziemkiewicz podkreśla: „Nie bardzo wierzę w to, żeby za pomocą tajnych stowarzyszeń można było rządzić światem albo nawet powiatem”. Racja. Ale tajne stowarzyszenia nie raz w przeszłości wywierały duży, niekiedy decydujący, wpływ na proces rządzenia. Bądź co bądź, to w lożach masońskich wylęgała się Wielka Rewolucja Francuska. Wolnomularzami byli czołowi autorzy Konstytucji Trzeciego Maja. Na progu I wojny światowej masoni skutecznie współtworzyli front antyrosyjski, wspierając Piłsudskiego, a zwłaszcza Sikorskiego; zaś ich liderzy – Patek i Natanson – przekonali rządy Francji i Wielkiej Brytanii, że Polacy muszą chwilowo tworzyć legiony u boku ich wrogów, by za jakiś czas znaleźć się po przeciwnej, słusznej stronie. Wśród partii tworzących zręby polskiej niepodległości ważne miejsce zajmowała Liga Państwowości Polskiej, której przewodzili masoni, a sporą rolę odgrywało też nieduże, czysto masońskie Stronnictwo Radykalno-Narodowe. Przede wszystkim zaś masoni stworzyli potężne ruchy społeczne, jak kooperatyzm (jego płodem było „Społem”) oraz wiejską organizację „Zaranie”, angażującą chłopów w politykę, a także Koło Obrońców Politycznych, które uratowało dziesiątki Polaków od szubienicy. Masońską zasługą było też redagowanie w trakcie I wojny światowej miesięcznika „Myśl Polska” i dziennika „Głos Stolicy”, które lansowały (pod kierownictwem mego Ojca) idee zjednoczeniowe i niepodległościowe. Przechodzę do tych obserwacji Ziemkiewicza, które trudno nazwać trafnymi, ale które zbliżają się do prawdy. Czyżby bywał on na pracach którejś z lóż? Może nawet złożył śluby? „(…) masoneria jest przede wszystkim śmieszna... Zaspokaja u starych chłopów potrzebę zabawy w Indian...”. Drwina przesadna, lecz coś w niej jest prawdziwego – choć raczej nie „w Indian” to zabawa, ale w mężów stanu, w tuzów polityki. Rzeczywiście, w trakcie prac lożowych używa się „tajemnych szyfrów”, strzeże się sekretów, zrozumiałych „tylko dla wtajemniczonych” oraz „przebiera się w fartuszki”. Istnieje, co dostrzegł Ziemkiewicz, nadmiar ceremonii podczas spotkań lożowych: uderzenie młotkiem, splatanie rąk, wykrzykiwanie „Wolność – Równość – Braterstwo”, paradowanie przez lożę majestatycznym krokiem, powtarzanie kilku zdań, zapisanych w grubachnych instrukcjach, nakładanie białych rękawiczek, obsadzanie krzeseł braćmi o różnych nadanych im funkcjach. Bezspornie, słuszne jest przestrzeganie pewnych starych tradycji, takich jak obrzędowe fartuszki i wypowiedzenie parę zdań inauguracyjnych, jak przed trzystu laty, ale rytualizm powinien trwać parę minut, a nie całe godziny, których brakuje na rzeczową dyskusję. Obrzędowe gesty są nawiązaniem do tradycji – to „na plus”; minusem jest spychanie na daleki plan tego, co akurat nurtuje społeczeństwo – na przykład dysputy o emeryturach. Ten właśnie bezsens rzeczywiście należy zmienić, jeśli masoneria ma być po dawnemu jednym z ważnych pól dyskursów narodowych, a nie „zabawą w Indian”. I chociaż tekst Ziemkiewicza jest, summa summarum, bzdurny, to jego myśl przewodnia bzdurą nie jest, zasługuje na sumienną debatę. Po programie dostałam kolejny e-maila od stałego korespondenta z południa Polski: „Pozwolę sobie zaryzykować stwierdz