Wolnomularz Polski nr 51 - Page 43

K Ą C I K L łaskach pod tym względem. Każdy wydaje się skłonny do gadulstwa i pogłos rozmów jest głośny i powszechny. „Proszę o ciszę, panowie, dla Non nobis!” – krzyczy mistrz ceremonii o płucach jak miechy. Nawiasem mówiąc, przód jego koszuli, kamizelka i apaszka zawsze przedstawiają trzy różne rodzaje mętnej bieli. „Proszę o ciszę, panowie, dla Non nobis!”. Śpiewacy – a okazuje się nimi towarzystwo, które wzbudziło wasze zainteresowanie na samym początku – „nastroiwszy” swoje głosy, z miejsca zaczynają nucić bardzo niemrawo, co sprawia, że stali bywalcy chwilami uciszają kelnerów – „Ciii, cisza, stójcie spokojnie, cofnijcie się” – i tak ich egzorcyzmują oburzonym tonem protestu. Modlitwa wkrótce się kończy i towarzystwo siada ponownie. Niewtajemniczeni uczestnicy biją brawo tak zawzięcie, jakby Non nobis było piosenką rodem z komedii, co wywołuje u większości stałych bywalców oburzenie. Starają się oni natychmiast stłumić tę bluźnierczą owację, krzycząc „cii, cii”, ale tamci biorą te okrzyki za gwizdy i jeszcze mocniej biją brawo oraz, pokazując, że zachwyt ich nie jest udawany, krzyczą najgłośniej jak mogą „Bis!”. Jak tylko zgiełk się uspokaja, wstaje mistrz ceremonii: „Panowie, proszę, napełnijcie kieliszki!”. Karafki krążą z rąk do rąk, kieliszki zostają napełnione i wtedy mistrz ceremonii kontynuuje, podnosząc odpowiednio ton: „Panowie, czyście już wszyscy nalali? Pora, byście przewodniczącego wysłuchali!”. Przewodniczący wstaje i stwierdziwszy, że zbędnym byłoby poprzedzić toast, który zamierza wznieść jakimiś pobocznymi uwagami, zaplątuje się w zdania i ogólnie zadziwiająco się miota, dając żałosny pokaz zagubionego charakteru natury ludzkiej, aż wreszcie dochodzi do słów „konstytucyjny suweren tych ziem”, na które starsi dżentelmeni reagują żywiołowym „brawo!” i radykalnym uderzaniem w stół rękojeściami noży. „W każdych okolicznościach wypełniłoby go największą dumą, byłoby dla niego największą przyjemnością – mógłby właściwie powiedzieć, że dałoby mu największą satysfakcję [oklaski] zaproponowanie tego toastu. Jakież muszą być więc jego uczucia, gdy ma zaszczyt ogłosić, że otrzymał od Jej Królewskiej Mości wytyczne, by zgłosić się do skarbnika Domu Jej Królewskiej Mości po doroczny datek dla organizacji w wysokości 25 funtów!”. Ta wiadomość (którą ogłasza każdorazowy W O L N O M U L A R Z P O L S K I I T E R A C K 43 I przewodniczący od momentu powstanie tej organizacji dobroczynnej czterdzieści dwa lata temu) wzbudza najbardziej żywiołowy aplauz. Toast zostaje spełniony przy wtórze licznych „na zdrowie!” i stukotu kieliszków, a „panowie profesjonaliści” intonują hymn Boże, chroń Królową, do odśpiewania którego dołączają panowie nieprofesjonaliści, co wywołuje efekt, który słusznie opisują gazety jako „idealnie entuzjastyczny”. Po tym jak inne „lojalne i patriotyczne” toasty zostają spełnione z należytym entuzjazmem, pan z mała apaszką zgrabnie odśpiewuje zabawną piosenkę, a drugi pan z tamtej kompanii piosenkę romantyczną, dochodzimy do najważniejszego toastu tego wieczoru – „Za powodzenie organizacji”. Znowu jesteśmy zmuszeni przyjąć frazeologię dziennikarską i wyrazić nasze ubolewanie, że „nie potrafimy oddać nawet ogólnego zarysu uwag szanownego lorda”. Wystarczy wspomnieć, że ta przemowa, która okazała się najdłuższą, zostaje wręcz ekstatycznie przyjęta. A po spełnieniu toastu ochmistrzowie (z bardziej niż zwykle ważnymi minami) wychodzą z sali, by wkrótce powrócić, prowadząc procesję biednych sierot, dziewcząt i chłopców, którzy obchodzą salę dookoła, dygając i kłaniając się i depcząc sobie nawzajem po piętach, wyglądając zarazem na chętnych na kieliszek wina za pomyślność towarzystwa, a specjalnie pań patronek zebranych na galerii. Exeunt dzieci L A T O 2 0 1 2 • N U M E R 5 1